logo n

Gminne Centrum Kultury w Grucie

działa od 2010 roku

Adam

Tego ranka obudziłam się wcześnie rano, jakoś nie mogłam spać. Ubrana w t-shirt, szorty i tenisówki poszłam do kuchni i zaczęłam szykować dom na przyjęcie nowego gościa. To właśnie dziś miał do nas przyjechać chłopak, którego dziadkowie postanowili zatrudnić na okres wakacji, by pomagał w gospodarstwie między innymi przy żniwach. Niby nie miałam powodu, ale – nie wiedzieć czemu – w związku z jego przyjazdem strasznie się stresowałam.
Od dziecka byłam outsiderką, bałam się zawierać nowe znajomości. Kiedy tak rozmyślałam i przygotowywałam śniadanie, na podwórze zajechało czerwone auto dziadka, a po chwili słychać było już kroki, ktoś szedł korytarzem, chyba zmierzał w stronę kuchni... Ujrzałam dziadka i ich sezonowego pracownika. Na pierwszy rzut oka zrobił na mnie miłe wrażenie.

– Jestem Adam. Bardzo miło mi cię poznać – oznajmił swoim aksamitnym głosem.
– Lena, również bardzo mi miło – wyjąkałam. – Pewnie jesteś głodny po podróży. Zapraszam dziadka i ciebie na śniadanie. I na tym się skończyło, bo w tym momencie wpadła do kuchni cała moja rodzinka i każdy chciał poznać nieznajomego, który miał z nami mieszkać przez lato. Wkrótce zjedliśmy śniadanie, a po nim wszyscy poszli oprowadzić Adama po gospodarstwie. Zostałam w domu i zajęłam się sprzątaniem i przygotowywaniem pokoju dla chłopaka.
Następnego dnia rano wstałam dość szybko, by przygotować śniadanie. Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy wchodząc do kuchni zobaczyłam zastawiony stół. Okazało się, że to niespodzianka zafundowana przez Adama. Musiałam wyglądać strasznie śmiesznie, kiedy tak stałam w progu kuchni i z otwartymi ustami patrzyłam na stół, nad którym unosiła się delikatna para z omletu.
– To tak na dobry początek – usłyszałam. Był to bardzo miły gest, na który odpowiedziałam szerokim uśmiechem.
Po śniadaniu poszłam popływać nad jezioro. W bardzo ciepły poranek chłodna woda niczym balsam działała na moje ciało. Zanurzyłam się po szyję i popłynęłam.
Rozkoszując się wodą, nawet się nie zorientowałam, kiedy odpłynęłam zbyt daleko. Byłam lekko przerażona. Postanowiłam zawrócić, ale po chwili zaczęło mi brakować sił i tchu. Jednak nie miałam wyjścia, musiałam płynąć. Poczułam pieczenie w gardle, za moment jakiś dziwny ból ogarnął całe moje ciało. Nie byłam świadoma, że woda coraz bardziej mnie przykrywała... I wtedy stało się coś dziwnego, odniosłam wrażenie, jakbym się unosiła… Później już nic nie pamiętałam.
Otworzyłam oczy, poraziło mnie mocne światło. Leżałam w łóżku. Powoli dochodziłam do siebie, światło jakby złagodniało. Byłam w pokoju, przez okna przebijały się promienie słoneczne. Rozpoznałam ściszony głos mamy. Nie pamiętałam, jak się tu znalazłam, więc ją zapytałam. Okazało się, że to Adam wyciągnął mnie topiącą się i przyniósł do domu.
Byłam mu bardzo wdzięczna i chciałam podziękować, porosiłam mamę, żeby go zawołała. Przyszedł po chwili, spojrzał na mnie i delikatnie się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i niemal szeptem powiedziałam: – Dziękuję.
Adam bezszelestnie wyszedł z pokoju, a ja pomyślałam, że to może być początek przyjaźni, takiej, o której zawsze marzyłam.